Rok 2025 to przede wszystkim nowe wyzwania stawiane przez AI, rosnące oczekiwania odbiorców i nieustanna walka o autentyczność. Wszystko to sprawiło, że marki musiały na nowo zdefiniować swoje podejście do komunikacji. Jak wyglądała ta transformacja z perspektywy lidera? Agnieszka Filip, CEO e-multicontent.pl – dzieli się kluczowymi obserwacjami z mijającego roku. Wskazuje kierunki zmian, które już dziś kształtują rynek oraz podpowiada, na co marketerzy powinni przygotować się w nadchodzących miesiącach.
Zdecydowanie zmiana. W wielu obszarach naraz. Rynek przyspieszył, oczekiwania klientów się zmieniły, a my musieliśmy jednocześnie skalować, testować nowe rozwiązania i podejmować szybkie decyzje. Często bez komfortu czekania na „idealny moment”. To był rok dużych zwrotów i równoległego działania na kilku poziomach: od operacyjnego po strategiczny.
Tak, zdecydowanie skala i konkret, z jakim klienci zaczęli mówić o widoczności w LLM-ach. Jeszcze rok temu to był temat futurystyczny, traktowany jako ciekawostka. W 2025 roku stał się realnym wymaganiem: w briefach, pytaniach ofertowych i audytach treści. To zmieniło nie tylko nasz sposób myślenia o contencie, ale też procesach, kompetencjach i narzędziach, które zaczęliśmy wdrażać.
Coraz więcej firm pytało: „czy nasze treści są czytelne dla AI?”, „czy ten content przetrwa aktualizacje algorytmów?”, „czy brzmi jak nasza marka – ale lokalnie?”. To pokazuje przesunięcie punktu ciężkości – z prostego „napiszcie tekst” na „pomóżcie nam zrozumieć, jak komunikować się w nowej rzeczywistości”.
Zdecydowanie wzrosło zapotrzebowanie na transkreację, strategie contentowe i korekty lokalizacyjne. Tłumaczenie przestało wystarczać.
Zdecydowanie lokalizacja treści. Firmy przestały pytać „czy coś przetłumaczymy”, a zaczęły „czy to zadziała w Czechach, Rumunii, Niemczech?”. Wzrosło zrozumienie, że język to nie tylko narzędzie – liczy się kontekst, intencja i znajomość lokalnych odbiorców.
Mocno również w obszarze strategii contentowej – i to nie tylko w kontekście ekspansji, ale bardzo wyraźnie także na rynku polskim.
Firmy coraz częściej przychodzą do nas nie po „teksty na stronę”, ale z konkretnym pytaniem: „Od czego zacząć?”, „Jak zbudować content, który będzie spójny, rozpoznawalny i skuteczny?”.
Widzimy rosnące zmęczenie przypadkowym podejściem do treści. Marki chcą konsekwencji i celowości, nie tylko w komunikatach sprzedażowych, ale w całej obecności online: od social mediów, przez SEO, po opisy produktów i ofertę B2B.
Dlatego w 2025 roku zaczęliśmy prowadzić coraz więcej warsztatów strategicznych, które pomagają klientom uporządkować komunikację, określić filary treści, główne przekazy, styl i tone of voice.
Co ważne, nie mówimy tu o dużych korporacjach. Coraz częściej to średnie polskie firmy, które widzą, że treść to dziś element przewagi rynkowej, a nie estetyczny dodatek.
Wspólnie z zespołami klienta:
– analizujemy ich realne potrzeby i cele,
– identyfikujemy kluczowe grupy odbiorców,
– tworzymy plan contentowy, który ma sens biznesowy, a nie tylko "ładne nagłówki".
Ten wzrost zainteresowania strategią pokazuje, że polski rynek dojrzewa. I że firmy chcą wreszcie mówić własnym językiem: spójnym, celowym i dopasowanym do tego, co realnie robią.
To nadal codzienny balans, ale zauważyłam istotną zmianę: większa otwartość na proces. Klienci wiedzą, że chcą szybko, ale coraz częściej rozumieją, że warto dać nam przestrzeń na analizę, lokalne konsultacje z native speakerami i dopracowanie szczegółów. To cieszy, bo pozwala nam dostarczać treści, które naprawdę działają.
Zdecydowanie Rumunia. To rynek, który przez lata był obecny „gdzieś w tle” rozmów o ekspansji, ale w 2025 roku trafił na pierwszy plan. I to nie przypadkiem.
Firmy zaczęły dostrzegać, że rumuńscy konsumenci są bardzo świadomi, wymagający i aktywni online, ale jednocześnie oczekują komunikacji dopasowanej do ich realiów: językowych, kulturowych, zakupowych.
Co ciekawe, coraz więcej polskich marek nie tylko pyta o tłumaczenia, ale z góry zakłada potrzebę transkreacji, konsultacji lokalnych i wsparcia w dopasowaniu komunikatów. To pokazuje, że Rumunia przestała być traktowana jako „łatwy rynek” z racji podobieństw geograficznych, a zaczęła być traktowana poważnie i strategicznie.
Równie ciekawym zaskoczeniem był rosnący ruch wokół krajów bałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii. Do tej pory to były raczej rynki „niszowe” obecne w rozmowach, ale rzadko realizowane. Tymczasem w 2025 roku pojawiło się kilka konkretnych projektów, które pokazały, że dobra treść na tych rynkach naprawdę działa. Pod warunkiem, że jest lokalna, trafna i tworzona we współpracy z native speakerami.
Wspólny mianownik? Firmy zaczynają szukać rynków, gdzie jakość obsługi i komunikacji jest większą przewagą niż tylko cena. I to właśnie tam treść – dobrze przygotowana i zrozumiana lokalnie – staje się realnym narzędziem do budowania zaufania i sprzedaży.
Tak. Po pierwsze: wzmacniamy warstwę analityczną. Content bez danych nie ma dziś sensu. Po drugie: rozwijamy usługę wsparcia widoczności w AI, bo wierzymy, że przyszłość to nie tylko „ładne teksty”, ale treści widoczne, trafne i rozpoznawalne przez nowe modele językowe.
Web Summit w Lizbonie. Nie tylko przez skalę, ale też przez to, jak dużo mówiło się o zaufaniu, jakości i lokalności w świecie zdominowanym przez AI. To było potwierdzenie, że to, co robimy w e‑multicontent, nie jest „miłym dodatkiem” tylko realnym narzędziem do budowania przewagi rynkowej.
Rośnie, ale coraz bardziej specjalistycznie. Masowy content się wyczerpał. Dziś liczy się ten, kto potrafi połączyć język, dane i cel biznesowy. W tym sensie widzę mniej zleceń „na ilość”, więcej „na efekt”.
Pisanie z myśleniem. Czyli rozumienie nie tylko, jak coś powiedzieć, ale po co, do kogo, gdzie to wyświetli AI i jak to wpływa na decyzję zakupową. Nie chodzi już o copywriting, chodzi o architekturę treści.
Tworzenie treści, które AI widzi i rozumie. Nie „pisanie pod AI”, ale projektowanie contentu tak, by był użyteczny, kontekstowy i łatwo indeksowany. To nowy poziom tworzenia: na styku języka, danych i intencji.
Oba. Pomagało automatyzować i przyspieszać niektóre procesy, ale wymusiło też redesign podejścia do treści – i naszego zespołu, i klientów. Trzeba było działać zwinniej, odważniej i z większym wyczuciem. AI nas nie zwolniło, a wręcz przeciwnie. Dodało nowych zadań.
Technologia wspiera. Ale sens i znaczenie nadaje człowiek. Zwłaszcza w wielojęzycznym e-commerce, gdzie jedno słowo może zwiększyć lub zburzyć zaufanie. To się nie zmieni, dopóki to człowiek podejmuje decyzje zakupowe.
Z konkretnym planem i otwartą głową. Rynek się zmienia, więc nie ma miejsca na schematy, ale są ogromne możliwości dla tych, którzy potrafią słuchać, analizować i szybko reagować.
Nowych współprac, w których klienci przychodzą nie po „teksty”, tylko po realne wsparcie w komunikacji, konwersji i ekspansji. Takich partnerstw chcę więcej.
Byśmy wciąż byli o krok przed rynkiem i dwa kroki przed AI ;) I nie bali się testować, zmieniać i działać po swojemu :)
Oceń artykuł:

Kasia
...